piątek, 28 kwietnia 2017

Avengers Assemble!

Witajcie, kochani:).

Przyszedł wreszcie czas na pierwszy film o grupie Mścicieli, skupiającej najsilniejszych i najbardziej znanych superherosów z MCU!


Reżyseria ; Joss Whedon
Scenariusz ; Joss Whedon
Premiera ;  11.05.2012 (Polska)
Produkcja ; USA
W rolach głównych ; Robert Downey Jr., Chris Evans, Mark Ruffalo, Chris Hemsworth, Scarlett Johansson, Jeremy Renner, Tom Hiddleston, Samuel L. Jackson
W pozostałych rolach ; Clark Gregg, Cobie Smulders, Stellan Skarsgård, Gwyneth Paltrow, Paul Bettany
Nagrody ; Saturn Najlepszy film sci-fi
                  Saturn Najlepszy aktor drugoplanowy Clark Gregg
                  Saturn Najlepsza reżyseria Joss Whedon
                  Saturn Najlepsze efekty specjalne
                  Kryształowa Statuetka Ulubiony superbohater Robert Downey Jr. jak Iron Man
                  Teen Choice Aktor lata Chris Hemsworth
                  Annie Najlepsze indywidualne osiągnięcie; efekty animowane w filmie aktorskim Jerome Platteaux, John Sigurdson, Ryan Hopkins, Raul Essig i Mark Chataway
                  Złoty Popcorn Najlepszy film
                  Złoty Popcorn Najlepszy czarny charakter Tom Hiddleston
                  Złoty Pocorn Najlepsza scena walki Chris Evans, Chris Hemsworth, Jeremy Renner, Mark Ruffalo, Robert Downey Jr., Scarlett Johansson, Tom Hiddleston / Kapitan Ameryka, Thor, Hawkeye, Hulk, Iron Man, Black Widow vs. Loki
                  Hugo Najlepsza prezentacja dramatyczna - długa forma Joss Whedon
               

Tak właściwie to po ilości zdobytych nagród moja recenzja jest raczej zbędna;]. Mimo to, przedstawię swój punkt widzenia.

Tesseract (Kamień Przestrzeni), sześcian, najpotężniejsza broń z kosmosu, jest w posiadaniu ludzi. Pieczę nad kostką sprawuje międzynarodowa agencja S.H.I.E.L.D, która czuwa nad światowym bezpieczeństwem. Na jej czele stoi, już kilka razy przeze mnie wymieniany i wspominany, Nick Fury (Samuel L. Jackson). Oczywiście, wszystko trwa do czasu...

Nagle pojawia się Loki (Tom Hiddleston), który jakoś przeżył po starciu z Thorem i za pomocą magicznego berła (w którym, nawiasem mówiąc jest ukryty Kamień Umysłu)  i armii Chitauri, która gdzieś tam w kosmosie czeka na rozkaz wodza, przejmuje kostkę. Przy okazji robi pranie mózgu agentowi Clintowi Burtonowi a.k.a Hawkeye (Jeremy Renner) oraz doktorowi Erikowi Selvigowi (Stellan Skarsgård), który ma zbudować portal, pozwalający ów armii przedostać się na Ziemię i ją zdobyć.


Fury stwierdza, że najwyższy czas uruchomić (już tak często wspominany w poprzednich filmach) program Avengers. Drużynę, która podoła najbardziej nieprawdopodobnym zadaniom i będzie składać się z ludzi o niebywałych zdolnościach.

Mamy Czarną Wdowę (Scarlett Johansson), tajnego szpiega i mistrzynię walk, uprzednio pod wpływem Lokiego i jemu służącemu Sokole Oko o niesamowitym zmyśle wzroku i talencie strzelania z łuku, Bruca Bannera (Mark Ruffalo), prze-inteligentnego naukowca a zarazem olbrzymiego i supersilnego zielonego Hulka, Kapitana Amerykę (Chris Evans), legendarnego super-żołnierza, Thora (Chris Hemsworth), władcę piorunów, dzierżącego potężny młot Mjollnir oraz Iron Mana (Robert Downey Jr.), genialnego wynalazcę, walczącego w zbroi. Uff... Mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam.


Kłopot w tym, że wyżej wspomniani nie potrafią utworzyć drużyny. Każdy jest indywiduum i działa na własną rękę. Widać to w scenach, gdzie bliżej poznajemy każdego bohatera. Thor jest bogiem, Banner boi się swojego alter ego i nie chce wyjść poza laboratorium, bo wie, że skończy w metalowej puszce. Hawkeye przez większość filmu jest pod wpływem Lokiego, Stark wiadomo, że nikogo nie posłucha, Kapitan już swoje przeżył i ma niemałe doświadczenie. Wdowa jedynie jest gotowa do współpracy. Każdy z nich ma swój plan działania i nikt nie chce dostosowywać się do pomysłów drugiej osoby, a Loki ma z nich wszystkich ubaw i z uśmiechem na ustach obraca ich wszystkich wzajemnie przeciwko sobie...

Dopiero śmierć agenta Coulsona (Clark Gregg) uświadamia im, że muszą ze sobą współpracować i zarazem udowodnić staromodnemu tradycjonaliście, że może zaistnieć taka drużyna, gotowa do walki w obronie... naszej planety przed armią obcych z kosmosu!


Film jest, powiem kolokwialnie, przekozacki! Mamy niesamowite efekty specjalne, świetną muzykę Alana Silvestriego (tego samego, co skomponował muzykę do Kapitana Ameryki; Pierwsze Starcie), który potrafi stworzyć naprawdę wspaniały klimat, mamy świetną obsadę, każdy odgrywa świetnie swoją postać, nawet nowo obsadzony Mark Ruffalo jest lepszy niż poprzednik Edward Norton. Dodał do postaci Bannera więcej charyzmy. Poza tym sam Hulk wizualnie prezentuje się o niebo lepiej!

Mamy sześcioro niesamowitych oraz wyrazistych bohaterów i każdy z nich ma swoje tzw. 5 minut. KAŻDY! Żadna z tych postaci nie jest zignorowana...bo każdy jest ważny. Nawet Hawkeye! Mamy Capa, który stara się przystosować do współczesnych realiów, mamy Starka, który ambitnie rozwija swoją firmę, mamy Bruce'a, który tuła się po Azji, unikając stresu, mamy Thora, który ma na Ziemi ''unfinished business'' oraz Wdowę, która... musi jakoś nadążyć za tak poteżną, męską kadrą;P.


Mamy również świetne kostiumy, choć przyznam, że strój Capa jest zbyt plastusiowaty i taki słaby. Kompletnie nie pasował do filmu i naprawdę był przedziwny! Do tego powrót genialnego villaina, który potrafi użyć swojego sprytu i intelektu, by manipulować ludźmi. Nawet nie potrzebuje tej swojej dzidy, żeby namieszać w ludzkich umysłach (i sercach). Mamy też ponad 20-minutową scenę walk w Nowym Yorku i świetny climax. Do tego można się nieźle pośmiać^^! Scena Hulka rzucającego boga-Lokiego jak jakąś marionetkę po podłodze...bezcenne.

Zresztą, co ja się będę rozpisywać, nagrody mówią same za siebie! Avengers to zdecydowanie jeden z lepszych, porządniejszych filmów MCU, na których fan sci-fi powinien bawić się świetnie:). Oceniam na 9/10.



PS. Jest zarówno jedna scenka po animowanych napisach, jak i po wszystkich:). Z tej pierwszej zapamiętajcie tego pana, co tak się tajemniczo uśmiecha.

piątek, 21 kwietnia 2017

Kapitan Ameryka; Pierwsze starcie!

Witajcie, kochani:)


W ten sposób poznajemy kolejnego członka drużyny Avengers, o której będzie nieco więcej w kolejnych recenzjach. Kapitana Amerykę na pewno znacie i kojarzycie, bo już kiedyś pojawiła się tutaj na Vombelce, recenzja filmu z 1990r., również traktująca o losach największego obrońcy Ameryki. Choć film ten był totalną klapą i nie chcę za bardzo o nim pamiętać, był jedną z prób przedstawienia najsłynniejszego bohatera w komiksowym świecie Marvela. Dwie dekady później pojawiła się wersja z Marvel Cinematic Universe i na pewno lepsza, do której będę pewnie niejednokrotnie powracać:).


Reżyseria ; Joe Johnston
Scenariusz ; Stephen McFeely, Christopher Markus
Premiera ; 05.08.2011 (Polska)
Produkcja ; USA
W rolach głównych ; Chris Evans, Tommy Lee Jones, Hugo Weaving, Hayley Atwell, Sebastian Stan
W pozostałych rolach ; Dominic Cooper, Toby Jones, Stanley Tucci, Richard Armitage


Zanim Kapitan Ameryka (Chris Evans) stał się wręcz ikonicznym symbolem patriotyzmu i walki o wolność, był to chuderlawy, chorowity chłopak z Brooklynu. Miał jednak ogromne serce i zapał. Chciał wstąpić do armii, by walczyć przeciwko okrutnym nazistom. Nie było to proste, bo co rusz był dyskwalifikowany ze względu na swą wątłą posturę. Poniżany i często bity, miał jedyne wsparcie u najlepszego przyjaciela, Bucky'ego Barnesa (Sebastian Stan), który to zawsze wspierał i pomagał Steve'owi.

Bucky niebawem idzie na front i razem z kumplem postanawiają spędzić ostatni wieczór. Steve ponownie chce się zaciągnąć, kłóci się z Bucky'm, a rozmowę tą podsłuchuje doktor Abraham Erskine (Stanley Tucci). Daje chłopakowi szansę na udział w eksperymencie, który uczyni z chuderlawego Steve'a super-żołnierza, silnego, inteligentnego, zdolnego do czynienia dobra.


Tymczasem pewien nazistowski naukowiec - Johann Schmidt (Hugo Weaving) - znajduje Tesseract (to ten niebieski sześcian), będący największą bronią Odyna, i postanawia wykorzystać go do produkcji broni, która unicestwiłaby wrogów Schmidta i pozwoliłaby mu przejąć władzę nad całym światem. W zrealizowaniu celu pomaga mu doktor Arnim Zola (Toby Jones).

Gdy Steve staje się gwiazdą, Schmidt rośnie w siłę. Niedługo jednak, bo gdy Steven dowiaduje się, że oddział, do którego należy Bucky, został wzięty w niewolę, postanawia potajemnie uwolnić kompana i cały oddział. Nie jest sam, bo ma kilku sojuszników, tj. Howarda Starka, ojca Tony'ego (Dominic Cooper) oraz przepiękną agentkę Peggy Carter (Hayley Atwell), w której Steve się z wzajemnością zakochuje.


Wszystko idzie wyśmienicie. Uwolniony oddział zwie się Howling Commandos i na czele z Kapitanem Ameryką rujnują plany Red Skulla (czyli Schmidta), który w wyniku niedokończonego eksperymentu ma... Po prostu Czerwoną Czaszkę. Oczywiście nic co piękne nie trwa wiecznie. Podczas jednej z licznych akcji ginie Bucky, spadając z pociągu ze skarpy. Steven jest kompletnie załamany. W końcu stracił swojego największego przyjaciela, można powiedzieć, że brata. Nie poddaje się jednak i za wszelką cenę postanawia dopaść Red Skulla. Tak też się dzieje. Mimo to, nastąpiły pewne komplikacje, w wyniku których Steve musiał poświęcić swoje życie.

Na zawsze został symbolem pokoju, wolności i walki o sprawiedliwość...

...spokojnie, otrzyjcie łzy:)!Steve przeżył, przez 70 lat był zahibernowany w lodowcu. To dla Steve'a jest ogromnym szokiem, zwłaszcza, że już nie pójdzie na randkę z Peggy...


Film był bardzo fajny, można spokojnie obejrzeć. Nie jest rewelacyjny, ale też nie jest taki tylko średni. Chris Evans świetnie zagrał Capa, choć po pokazaniu się w roli Ludzkiej Pochodni wprawił mnie w niemałe osłupienie. W tamtej produkcji grał gorącego, nieco lekkomyślnego kobieciarza, a tutaj? Chłopaka po przejściach, ze swoim programem postępowania i kodeksem moralnym, które uczyniły z niego wielkiego wręcz herosa. Przyznam, że nieco bałam się zobaczyć Evansa w tej roli, mając właśnie w świadomości fakt, że tenże aktor słynie ze swoich występów głównie w filmach komediowych i nie byłam zbytnio przekonana co to tego, że da sobie radę w roli tak ikonicznej, wzniosłej postaci (co wcale nie umnieszyło jego talentu, broń Boże!) To dobra odmiana (dla niego i dla mnie) i ten pozytywny rodzaj zdziwienia, kiedy widzisz, że aktor łamie stereotypy i potrafi grać też ambitniejsze postacie. 

Do tego dochodzi prześliczna Hayley Atwell, której charyzma i uroda w filmie mnie wręcz onieśmiela. Dominic Cooper, który sportretował Howarda Starka, wzniósł w tego bohatera taką porcję energii i specyficznego poczucia humoru, że wiesz, po kim Tony odziedziczył te cechy. No i Sebastian Stan, na którego mam fazę od dawna. Owszem, w filmie nie było go zbyt wiele, ale myślę, że to jest dobre wprowadzenie Bucky'ego do uniwersum. Cieszy mnie też obecność Stanley'a Tucci w filmie, a także legendarnego Tommy'ego Lee Jonesa. To są takie perełki, które cieszą oko. 


Postać villaina, Red Skulla, ma typowe motywy działań typowego villaina. Chce zdobyć cały świat. Normalnie tego bym nie kupiła, bo to oklepane i nudne, ale Hugo Weaving potrafi sprawić, że mimo wszystko, tego złoczyńcę kupuję. W głównej mierze odpowiada za to prezencja Skulla. Jego sposób wymowy, sam głos, postawa i mroczny strój. Ma coś w sobie co sprawia, że dobry z niego czarny charakter;P.

Warto też wspomnieć o znakomitej muzyce filmowej, skomponowanej przez Alana Silvestriego, która wręcz cofa nas w czasie. Pasuje do całości jak ulał i moment, kiedy Kapitan kroczy dumnie z drużyną Howling Commandos zapiera po prostu dech w piersiach. Czujesz i słyszysz po prostu ten patriotyzm i heroizm. Brawa dla pana Alana!

Film był nieco inny od poprzedników (wciąż mówimy o MCU), bo wprowadził dużo tła historycznego i wojennego. Powiem nawet, że więcej w nim właśnie z kina wojennego aniżeli jakiegoś super-bohaterskiego. Takie odnoszę wrażenie, ale to nie znaczy, że ujmuje temu filmowi. Wręcz przeciwnie, dodaje smaczku i sprawia, że przyjemnie się go ogląda. Nawet ja, która nie przepada za tego typu klimatami, uważam, że to jest bardzo interesujące wprowadzenie Kapitana Ameryki do Filmowego Uniwersum Marvela. Poza tym jest mnóstwo akcji, tragiczny wątek miłosny, efekty specjalne na wysokim poziomie. Wszytko, co porządnie i dobrze zrobiony film powinien posiadać. Moja ocena to 8/10. I basta!:)



PS. Oczywiście jest scenka po napisach:). 
PPS. Tesseract jeszcze się pojawi. Tak samo też radzę zapamiętać Bucky'ego. Nie będę spojlerować, ale ta postać jest ważna i będzie do niej szczególne nawiązanie.

piątek, 14 kwietnia 2017

Pierwsze spotkanie z bogiem piorunów!

Witajcie, kochani:)

Przyszedł czas na kolejny film Marvel Cinematic Universe, a jest nim Thor!


Reżyseria ; Kenneth Branagh
Scenariusz ; Ashley Miller, Zack Stentz, Don Payne
Premiera ; 29.04.2011 (Polska)
Produkcja ; USA
W rolach głównych ; Chris Hemsworth, Natalie Portman, Tom Hiddleston, Anthony Hopkins
W pozostałych rolach ; Stellan Skarsgård, Kat Dennings, Clark Gregg, Idris Elba, Colm Feore, Jaimie Alexander, Rene Russo, Ray Stevenson, Josh Dallas, Tadanobu Asano
Nagroda ; Saturn Najlepsze kostiumy Alexandra Byrne


W tym filmie poznajemy kolejnego już członka drużyny Avengers. 

Asgard. Zbliża się wielki dzień dla gromowładnego Thora (Chris Hemsworth), czyli koronacja. Nasz heros jest o krok od władzy, gdy nagle zjawiają się lodowe olbrzymy, by wykraść ze skarbca Odyna (Anthony Hopkins) szkatułę - ich niegdysiejsze źródło mocy, które podczas wojny z Asgardem zostało im odebrane.


Thor jest, że tak powiem skromnie, wkurzony. Nie dość, że przerwali mu dzień triumfu, to jeszcze olbrzymy bezkarnie wtargnęły do Asgardu, łamiąc sojusz, a ojciec nie chce z tym nic zrobić! Razem ze swoimi najwierniejszymi wojownikami, w tym ze swoim bratem Lokim (Tom Hiddleston), rusza na siedzibę lodowych olbrzymów, Jotunheim, by się z nimi rozprawić. Jednak swoim postępowaniem pogorszył tylko sytuację, bowiem wywołał niejako kolejną wojnę. Odyn nie może znieść chciwości, ciągłej chęci do wojaczki i lekkomyślności swojego pierworodnego syna, który swoją głupotą naraża całe królestwo na niebezpieczeństwo. Zsyła więc Thora na Ziemię, odbierając synowi moc i jego młot Mjolnir.

W międzyczasie Loki dowiaduje się, że nie jest prawdziwym synem Odyna, tylko Laufey'a (Colm Feore), władcy lodowych olbrzymów. Oszukany i zdenerwowany krzyczy na ojca, a tamten zapada w twardy sen, przez co władza spada na jedynego dziedzica, czyli właśnie Lokiego. Tak właściwie to Loki nie czuje się tym faktem jakoś specjalnie przybity...


Thor na Ziemi zaś jest odludkiem. Mówi inaczej, zachowuje się inaczej, nie bardzo rozumie Ziemiańskie zwyczaje. Do tego tęskni za domem, a fakt, że nie mógł unieść młota, który wylądował również na Ziemi, ugruntował go w przekonaniu, że do Asgardu już nie wróci. Tak samo ostatnie odwiedziny Lokiego i wiadomość o domniemanej śmierci Odyna. Mimo to przywiązuje się do trójki naukowców, Erika Selviga (Stellan Skarsgård), praktykującej Darcy Lewis (Kat Dennings), a szczególnie do Jane Foster (Natalie Portman), w której ze wzajemnością się zakochuje.

Szybko jednak odzyskuje swoje moce, by móc pokonać Lokiego, który namieszał nieco w Asgardzie...

Film był średni. Jakoś nie specjalnie mnie ujął. Owszem, efekty specjalne są świetne, ale to nie tylko na tym opierają się tego typu filmy. Akcja jest, przygoda jest, mamy bohatera, który ulega wewnętrznej przemianie, mamy złoczyńcę, mamy miłość w tle,  etc., ale po prostu mnie to nie wciągnęło tak jak myślałam, że mnie wciągnie. Nie jest tak tragicznie, spokojnie. 


Największym plusem filmu był, o dziwo, nie sam główny bohater (do Thora za chwilę wrócę), acz jego przeciwnik, czyli Loki! Adoptowany, niedoceniany, czasami wykpiwany. Ma dość braciszka, który jest zawsze stawiany wyżej od niego samego. To on psuje koronację, zwabiając olbrzymów do zamku, to on podpuścił Thora do ataku na Jotunheim, to on okłamał brata o śmierci ojca, to on zsyła na niego Niszczyciela i to on, by zaimponować ojcu, chce zniszczyć całą rasę lodowych olbrzymów. Nie chce władzy, tylko równości, jak sam mówi. Zresztą ciężko mu uwierzyć, skoro tak bardzo chce by Laufey zabił Odyna, ale być może to była część planu łobuzerskiego boga Lokiego. Właśnie za złożoność tej postaci, a przede wszystkim jej spryt i sztuczki, Loki jest ogromnym plusem tego filmu. Nie jest typowym villainem, z którymi już większość miałam styczność się zapoznać. Jest inny. Ma konkretny plan działania i dąży do celu w sposób niezwykle przemyślany. No i można się z nim utożsamić. Loki jest niezwykle wiarygodny i  wręcz nie mogę się doczekać, gdy pojawi się ponownie na wielkim ekranie. 

Sam Thor nie jest postacią wybitną czy wyróżniająca się. Jest w porządku, nic do niego nie mam, ale jakoś szczególnego wrażenia na mnie nie zrobił. Rozkapryszony bożek popełnił przestępstwo, jest zesłany na banicję i rozumie swój błąd, po czym zdaje sobie sprawdę, że musi go naprawić. Niemniej Chris Hemsworth jako bóg piorunów prezentuje się naprawdę epicko i zbudował taką boską aurę wokół siebie, co też jest nielada wyczynem. 


Cieszę się także z obecności w filmie innych postaci, np. Anthony Hopkins jako Odyn to wisienka na torcie, a w scenach, gdy pojawia się Erik i Darcy, to można się nawet pośmiać. Przyjemnie ogląda się film z ich udziałem. Co do Jane to też ujdzie. No nie wiem co mam o niej powiedzieć. Natalie Portman to dobra aktorka, ale nigdy jakoś szczególnie za nią nie przepadałam. Heimdall za to również prezentuje się jak prawdziwy bóg. 

Generalnie film był właśnie taki średni, taki ''spoko'' i da się go oglądać, chociażby też dla muzyki Patricka Doyla, która świetnie oddaje klimat produkcji czy kostiumów, które są naprawdę piękne i wyglądają naprawdę nieziemsko. Film jednak mną jakoś nie poruszył, nie rozwalił na łopatki. Nie było jakiejś pamiętnej sceny, która utkwi mi w głowie. Chyba, że jest to scena rozmowy Lokiego z Odynem czy kłótnia braci przy Bifroście. Finałowa walka też taka ''meh'', taka sobie. Nie mogę ocenić tego filmu na równi z Hulkiem, bo jednak Thor, ze względu na porządnie zapowiadającego się villaina i intrygującą kontynuację dalszych przygód Asgardzkich bogów, jest nieco lepszy. Oceniam więc na 7/10:).



PS. Jest scena po napisach:). Ten niebieski sześcian pojawi się w następnym filmie, gdzie poznamy kolejnego członka drużyny Avengers:).
PPS. Tego łucznika, co ma za zadanie zestrzelić biegnącego Thora, też zapamiętajcie!!!

środa, 12 kwietnia 2017

Wesołych Świąt Wielkanocnych!;)

Witajcie, kochani;).


Powoli zaczynają się święta wielkanocne. Okres przygotowywania mazurków, przyozdabiania koszyków, częstowania się smacznym jajkiem i rozkoszowania się tymi pięknymi chwilami w gronie rodzinnym. W związku z tym składam Wam, najmilsi, serdeczne życzenia!


Przede wszystkim zdrowia, bo, jak to mówią, w zdrowym ciele zdrowy duch;). Radosnych chwil wspólnie spędzonych z rodziną czy znajomymi, dużo odpoczynku, snu, JEDZENIA (#Student's life), pieniążków pewnie też nie zaszkodzi zażyczyć. Po prostu wszystkiego, co najlepsze. Ściskam wszystkich z osobna, a wraz ze mną wita się z Wami i życzy samych szczęśliwych chwil - Baby Groot!

piątek, 7 kwietnia 2017

Żelazny Człowiek w drugiej odsłonie!

Witajcie, kochani:)

Ponownie spotykamy się z Iron Manem!


Reżyseria ; Jon Favreau
Scenariusz ;  Justin Theroux
Premiera ;  30.04.2010 (Polska)
Produkcja ; USA
W rolach głównych ; Robert Downey Jr., Gwyneth Paltrow, Don Cheadle, Scarlett Johansson, Sam Rockwell, Mickey Rourke
W pozostałych rolach ; Samuel L. Jackson, Clark Gregg, John Slattery, Garry Shandling, Paul Bettany
Nagroda ; Kryształowa Statuetka Ulubiony film akcji


Mija kilka miesięcy od wydarzeń w Iron Man. Cały świat wie już kim jest Żelazny bohater, a jest nim oczywiście Tony Stark (Robert Downey Jr.). W tym czasie ustabilizował on sytuację Wschód-Zachód i przywrócił wiarę w międzynarodowy pokój. Stał się dla wielu symbolem nadziei i pokoju na świecie - Super-bohaterem.

Nie wszystkim jednak odpowiada działalność żelaznego wybawiciela. Specjalna senacka komisja postrzega Iron Mana jako zagrożenie bezpieczeństwa narodowego. Obawy są, jak się później okazuje, słuszne, gdyż wielu nielegalnie stara się samemu skonstruować taką zbroję, i to niekoniecznie w szczytnym celu. Jednemu się to udaje, a jest nim Ivan Vanko a.k.a Whiplash (Mickey Rourke), genialny fizyk i rosyjski złoczyńca, żądny zemsty za krzywdy, którą rodzina Starków wyrządziła jego ojcu.


Z okazji korzysta też szef koncernu zbrojeniowego, Justin Hammer (Sam Rockwell), który pragnie zostać jedynym dostawcą zbrojeń dla amerykańskiej armii. Wiedząc jednak, że samemu nie da rady przy wpływach Starka, potajemnie zmawia się z Vankiem, by ten zbudował mu identyczne skafandry jak zbroja Iron Mana.

Kłopoty Tony'ego jednak nie na tym się kończą. Nasz bohater zaczyna podupadać na zdrowiu. Pallad, który przytrzymuje Tony'ego przy życiu, nie jest już skuteczny przez co Stark jest bardzo słaby i powoli umiera. Dodatkowo jego relacje z Pepper Potts (Gwyneth Paltrow) nabierają rumieńców, jednak ciężki charakter Tony'ego sprawia, że dochodzi między nimi wręcz bezustannie do kłótni. Ponadto  popada w alkoholizm, a jego przyjaciel Rhodey (Don Cheadle), nie mogąc znieść, że ciągle nadstawia karku za przyjaciela i chroni go przed tym, by senat nie zabrał zbroi Iron Mana, sam zabiera jedną z nich i niejako staje się War Machine. Do tego pojawia się tajemnicza Natalie Rushman (Scarlett Johansson), która też nieco komplikuje już i tak fatalną sytuację Starka...


Tony więc przechodzi bardzo ciężki okres. Nie tylko kryzys zawodowy, ale także na tle osobistym. Na szczęście pojawia się Nick Fury (Samuel L. Jackson), który skutecznie motywuje Starka do działania. Dzięki temu główny bohater dowiaduje się znacznie więcej o swoim ojcu Howardzie, a także odkrywa nowy pierwiastek, który może ocalić mu życie. W ten sposób też zyskuje więcej energii, by zawalczyć o siebie i swoich bliskich.

Film jest fajny, podoba mi się:). Co do efektów specjalnych to nie ma co dyskutować, rewelacja. Akcji jest na pęczki, a postać Tony'ego oczywiście ponownie świetnie wykreowana i zagrana przez Roberta. Tym razem jednak pokazuje nam on bardziej jak Stark radzi sobie w czasie kryzysu. Nie jest tylko super bogatym geniuszem, co to tworzy zbroje i żyje w luksusach, ale jest też zwykłym człowiekiem, który musi poradzić sobie z przeciwnościami losu. I właśnie w tym filmie mamy większy wgląd w charakter i osobowość Tony'ego. Ogromy ukłon w kierunku Roberta. Świetny portret postaci, naprawdę. Chapeau bas.


Jednak postać villaina, Whiplasha... Ponownie postać złoczyńcy w kolejnym filmie jest płaska, ma kiepskie motywy działań, nie jest za bardzo przekonująca, a i tak umiera w beznadziejny sposób. Rola Mickey'a kompletnie do mnie nie przemówiła. Hammer jest za to nieco lepiej rozpisaną postacią. Jest zdecydowanie bardziej energiczny i ma bardziej dalekosiężne plany. Jest jednak drobne ale; nie cierpię Sama Rockwella (przepraszam bardzo, to jest kiepski argument, ale po prostu nie mogę na niego patrzeć!), więc tak czy siak oglądało mi się sceny z jego udziałem z lekkim niesmakiem. 

Tak samo, jeśli chodzi o muzykę. Jest naprawdę taka średnia i szkoda, że nie pozostała tak dobrze zachowana w klimacie jak w wersji Djawadiego. John Debney trochę mnie rozczarował, acz cieszę się, że przynajmniej zostawił motyw gitary w tle. 

Za to dochodzi nam nowa, naprawdę ciekawa postać, czyli Black Widow. Przepiękna Scarlett Johansson świetnie wprowadziła nową postać do świata MCU. Podwójna, nawet potrójna agentka, tajemnicza femme fatale, pełna seksapilu, kobiecego wdzięku, acz potrafiąca nawet gołymi rękami i nogami sama pokonać z pięćdziesięciu uzbrojonych agentów. Scena walki w fabryce Hammera jest tego najlepszym przykładem. Ona jest po prostu genialna, wręcz stworzona do tej roli. Nie mogę się doczekać następnych filmów, gdzie Wdowa pokaże jeszcze więcej swoich umiejętności, nie tylko w aspekcie walki, lecz także szpiegowania.


Tak samo Samuel L. Jackson w roli Fury'ego robi świetne wrażenie. Już na początku widać, że potrafi niesamowicie dowodzić i motywować do działania. Co prawda w filmie mało co występuje, jest dosłownie kilka scenek, tak już na wejściu jego bohater wbudza respekt. 

Generalnie film był fajny, choć przyznam, że i tak pierwsza część mi się bardziej podobała. Finałowa walka trochę taka przykrótka i mało satysfakcjonująca, choć duet Iron Man i War Machine nieźle daje sobie radę Trochę również za dużo w filmie było tych metalowych puszek, tzn. dronów. Wystarczył mi War Machine i Vanko w metalowej zbroi. Po co te roboty? No i wreszcie (spojler alert!) Pepper i Tony są razem. Już w pierwszej części im kibicowałam, bo wzajemnie się uzupełniają. Generalnie bawiłam się dobrze, stąd film oceniam na 8/10:).



PS. Jest scenka po napisach! Dotyczy następnego filmu. Pojawia się w niej także agent Coulson:).
PPS. Fury'ego, Wdowę oraz War Machine lepiej zapamiętać, nie raz się pojawią te postacie i odegrają ważną rolę! 
PPS. Wątek Howarda Starka, ojca Tony'ego, jeszcze będzie później rozwijany.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Muzyczne podsumowanie marca!

Witajcie, kochani;).


Przyszedł czas na kolejne podsumowanie muzyczne. Miesiąc marzec minął mi niesamowicie szybko, co mnie w sumie nie dziwi, zważywszy na dosyć sporą liczbę obowiązków. Studia, wolontariat w schronisku, ''praca'' w redakcji... można czasami zwariować! Nie oznacza to jednak, że nie mam czasu na przyjemności czy zwykły opierdaling;P.


Muzyka towarzyszy mi codziennie i jest naprawdę cudowną odskocznią od obowiązków, a zarazem jest wierną przyjaciółką, z którą nigdy nie można się nudzić. Tym jakże poetyckim sforumowaniem przechodzę do listy utworów, które w tym miesiącu znalazły się na moim odtwarzaczu. Zachęcam do odsłuchania i miłej zabawy!


20.) Black Veil Brides – In The End


19.) Maroon 5 - Cold


18.) Two Steps From Hell – Kingdom Skies


17.) Two Steps From Hell – Stallion


16.) Two Steps From Hell – Toys Come Alive


15.) Kaleo – Way Down We Go


14.) Ofenbach – Be Mine


13.) John Fleagle – Blow Northerne Wynd


12.) John Parr – Man In Motion


11.) Shontelle – Impossible


10.) Marco Beltrami – Don't Be What They Made You


09.) Ivan Torrent – The Awakening


08.) Audiomachine – Fate Of The World


07.) Alessia Cara – Scars To Your Beautiful


06.) Skillet - Star


05.) Skillet – Back From The Dead


04.) Kato Ft. Sigala – Show You Love


03.) Kygo Ft. Selena Gomez – It Ain't Me


02.) Anne-Maire – Ciao Adios


01.) Karliene – Amazing Grace



Nawet nie wiecie jak trudno ułożyć taką listę, zważywszy na fakt, jak bardzo podobają mi się wszystkie powyższe kawałki.

Chyba nie zdarzyło mi się jeszcze, żeby w jakimś podsumowaniu muzycznym nie było Two Steps From Hell, mojej ulubionej orkiestry i studia muzycznego. Tym razem kolejne trzy niesamowite albumy, które w całości warto wysłuchać.
Dużo utworów pochodzi także z filmu ''Logan'', który polecam serdecznie obejrzeć.
Poza tym jest dość sporo kawałków z gatunku epic music, jak np. numer 9 i 8. Hype na Spider-Mana można uznać za otwarty!
Z zespołem Skillet dopiero się zaznajamiam i powiem Wam, że to chyba będzie piękna przyjaźń.
Nie mogło też zabraknąć typowych popowych kawałków jak nr. 4,3,2 czy 11, 8.


Mam nadzieję, że coś Wam się spodobało;). 

piątek, 31 marca 2017

Kolejne spotkanie z zielonym stworem, tym razem od MCU:)!

Witajcie, kochani:)

Już kiedyś spotkaliśmy się z Hulkiem w reżyserii Anga Lee, gdzie główną rolę grał Eric Bana...film był taki średniawy, zresztą możecie wrócić do tej recenzji i sobie przypomnieć. Teraz zaś przyjdzie nam się zmierzyć z inną, nowszą odsłoną przygód prze-inteligentnego doktora, który próbuje okiełznać swoje zielone alter ego:).



Reżyseria ; Louis Leterrier
Scenariusz ; Zak Penn
Premiera ; 13.06.2008 (Polska)
Produkcja ; USA
W rolach głównych ; Edward Norton, Liv Tyler, Tim Roth, William Hurt
W pozostałych rolach ; Tim Blake Nelson, Ty Burrell


Fabuła i opis filmu jest mniej więcej taki sam. Naukowiec Bruce Banner (Edward Norton) w wyniku nieudanego eksperymentu zostaje napromieniowany silnymi promieniami gamma. Nie umiera on jednak. Za to w sytuacjach silnie stresowych, pod wpływem gniewu, zdenerwowania i ekscytacji, przemienia się w ogromnego, niesamowicie silnego, zielonego stwora Hulka, który sieje spustoszenie za każdym razem, gdy się przemienia.

Tyn razem poznajemy Bannera wtedy, gdy już jest po eksperymencie, gdy jest uciekinierem, błąkającym się gdzieś po Brazylii i starającym się ciągle po sobie zacierać ślady, by pod żadnym pozorem nie odnalazła go amerykańska armia. Mieszka w jakiejś opuszczonej spelunie, a jako jedyne towarzystwo ma psa. Pracuje w jakiejś fabryce, a po pracy stara się stworzyć lek na swoją mutację. Nie jest to proste i wraz z doktorem Samuelem Sternsem (Tim Blake Nelson) próbują wszelkich metod, by pod wpływem sytuacji stresogennych, Banner nie przemieniał się już w ogromną bestię.


Ponadto wciąż Bannerowi depczą po piętach wojskowi, w szczególności generał Thaddeus ''Thunderbolt'' Ross (William Hurt), który za wszelką cenę chce znaleźć i wykorzystać krew Bannera, by stworzyć super-żołnierzy, a także wojowniczy żołnierz Emil Blonsky (Tim Roth), pragnący być silniejszy od samego Hulka...

Bruce nawiązuje więc, po wielu latach rozłąki, kontakt z Betty Ross (Liv Tyler), córką generała Rossa, i razem ze Sternsem próbują wyleczyć Bannera. Tymczasem gen. Thunderbolt wykorzystuje na Blonskym serum super-żołnierza, a dodatkowa dawka czyni z niego Abomination, z którym nawet Hulk ma problemy, aby go pokonać...


Generalnie film był dobry. Raczej powiem, że taki średni. Jak to się mówi, dupy nie urywa;]. Do efektów specjalnych nie mam co się przyczepić, choć ten taki mrok, zwłaszcza w finałowej scenie, przypomniał mi trochę ''Batman vs Superman'' (czy może jednak odwrotnie?). Hulk wygląda znacznie lepiej od poprzednika, nie taki plastusiowaty. Jest bardzo autentyczny i naprawdę wzbudza strach. Muzyka filmowa też bardzo ciekawa i nieźle oddaje klimat całej produkcji. Uszanowanie dla Craiga Armstronga

Akcja w fabryce, przed uniwersytetem czy finałowe starcie z Abomination też były na dość dobrym poziomie. Edward Norton gra w porządku, nie mam nic do zarzucenia, choć i tak wolę późniejszą wersję w wykonaniu Marka Ruffalo, a Liv Tyler, mimo wielu negatywnych komentarzy, mnie na pewno nie przeszkadzała. Postać villaina, Emila Blonskiego aka Abomination...no taka też średnia. Widać było, że ta osoba jest w pewien sposób intrygująca i fajnie mi się oglądało Blonskiego, gdy był w ludzkiej formie. Bardziej przykuł moją uwagę. Jego motywacje były nawet do zrozumienia, choć ja i tak nie chciałabym być aż tak silna jak Hulk.


Najciekawszą postacią był dla mnie gen. Ross. Nie był mega zły, choć początkowo można odnieść takie wrażenie. Spostrzegł po jakimś czasie swój błąd i na pewno nadarzy się okazja, by go naprawić, o czym może świadczyć krótka scena po filmie, gdy rozmawia z samym Tony'm Starkiem!

Film był naprawdę średni. Ani nie gniot, ani nie jakaś rewelacja. Właściwie jest niewiele lepszy od poprzednika, gdzie akurat w wersji MCU górują nieco lepsze efekty specjalne, wygląd Hulka i sam występ Williama Hurt. Ogólnie to oceniam na 6/10.



PS. Gen. Rossa radzę zapamiętać, choć przez długi okres czasu go nie będzie. Pojawi się jednak jeszcze, trzeba czuwać;].
PPS. W kolejnych filmach, w których pojawi się postać Hulka, ktoś inny będzie odgrywać tę rolę, mianowicie wyżej wspomniany Mark Ruffalo.